czwartek, 7 maja 2015 / 3 Comments

Cantuccini


Jakby mnie ktoś zapytał (swoją drogą dziwne, że jeszcze nigdy nikt tego nie zrobił) jakie jest moje ulubione ciastko, takie, którego nigdy, ale to nigdy nie mam dosyć, to odpowiedź mam już przygotowaną. Teraz tylko czekać na śmiałka, który nieroztropnie zechce  zadać mi to pytanie i po chwili, gdy ja będę mu opowiadać o cudownej chrupkości, boskim smaku migdałów i niewytłumaczalnej zdolności do szybkiego znikania, zacznie żałować, że w ogóle się odezwał. Bo o cantuccini (lub jak kto woli biscotti di Prato) można mówić długo i namiętnie :) W sumie to dziwna sprawa, że robiłam je po raz pierwszy. Smakują dokładnie jak te kupione w cukierniach lub sklepie. Włoskie pyszności - idealne do kawy... nawet tej bezkofeinowej, którą piję od 1,5 roku. Być może w tym roku uda mi się nimi cieszyć w ich ojczyźnie... plany są kreślone :)

  • piekarnik nagrzewamy do 180 st. C (termoobieg)
  • migdały siekamy na drobno (ja użyłam malaksera)
  • mąkę przesiewamy do miski z migdałami, dodajemy pozostałe składniki - cukier, proszek do pieczenia, całe migdały, skórka z cytryny i sól. Całość zagniatamy i tworzymy wałek o średnicy ok. 4 cm. Wkładamy do nagrzanego piekarnika na 30 min.
  • po 30 min. wyciągamy ciasto i ostrym nożem kroimy na kawałki. Układamy je na blasze do pieczenia wyłożonej papierem i zapiekamy kolejne 10 min. w 180 st. Następnie odwracamy je na drugą stronę i pieczemy kolejne 10 min.
Related Posts

3 komentarze :

  1. Od niedawna jestem wielką fanką cantuccini z migdałami, wcześniej kupowałam je w sklepie, teraz to chyba sobie zrobię. Super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia i pyszne ciastka, uwielbiam je!
    Pozdrawiam!
    www.kornikwkuchni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Follow @Instagram